Tarnowska Nagroda Filmowa

Biegun ciepła polskiego kina, czyli 30 lat Tarnowskiej Nagrody Filmowej

Tarnowska Nagroda Filmowa, najstarsza – po festiwalu gdańsko-gdyńskim – impreza konkursowa poświęcona polskiej kinematografii fabularnej, w tym roku obchodzi swoje trzydzieste urodziny. Jej jubileuszowa edycja odbędzie się w dniach: 23 kwietnia – 1 maja. 

A wszystko zaczęło się od... Oscara. Tarnowski festiwal wymyślili bowiem miłośnicy kina zrzeszeni w Dyskusyjnym Klubie Filmowym „Oscar", działającym przy Domu Kultury Zakładów Azotowych w Tarnowie-Mościcach (w czasach PRL-u zwanego Tarnowem Zachodnim). 

Mottem swego festiwalu uczynili słowa Andrieja Tarkowskiego: „Doczekaliśmy się czasów, w których musimy wypowiedzieć otwartą wojnę miernocie, szarości i brakowi wyrazu oraz w sposób twórczy dociekać istoty kina". I tarnowscy wielbiciele dobrego kina taką wojnę wypowiedzieli. Przez trzydzieści lat kolejne edycje swej imprezy wypełniali tym, co w rodzimej kinematografii najlepsze, bo Tarnowska Nagroda Filmowa to – jak głosi jej podtytuł – festiwal wybranych filmów fabularnych. Nawiasem mówiąc, istniejący od 1974 roku Festiwal Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni (dawniej w Gdańsku), zwany od kilku lat po prostu Festiwalem Filmowym w Gdyni, także stał się konkursem wybranych filmów (dawniej z powodu szczupłości produkcji, pokazywano wszystko, co zrealizowano). 

Pierwsze edycje tarnowskiego festiwalu odbywały się w Domu Kultury Zakładów Azotowych, tak było do 1990 roku. W roku 1991 DKF „Oscar" zawiesił działalność, a Dom Kultury Zakładów Azotowych zrezygnował z przygotowania kolejnej edycji imprezy. W tej sytuacji kontynuację TNF zapewnił Tarnowski Ośrodek Kultury. „Nie można było dopuścić, aby kilkuletni wysiłek działaczy-społeczników, entuzjastów filmu poszedł na marne, zwłaszcza że impreza nabrała już znaczenia ponadśrodowiskowego"– mówiła Maria Skwirut, jego dyrektorka, na łamach tygodnika „TEMI". W maju 1992 roku Tarnowski Ośrodek Kultury został przemianowany na Tarnowskie Centrum Kultury, które do dnia dzisiejszego pełni funkcję głównego organizatora festiwalu.     

Konkursowe filmy tarnowskiego festiwalu oceniają trzy gremia: jury profesjonalne, młodzieżowe, a także festiwalowa publiczność. Od ośmiu lat przeprowadzany jest również konkurs filmów skierowanych do najmłodszych widzów, w którym statuetkę „Koguta” przyznają dzieci.

Laureatem Nagrody Jury pierwszej edycji TNF, która odbyła się 13-15 marca 1987 roku, został Andrzej Wajda za film „Kronika wypadków miłosnych”, publiczność zaś uhonorowała „Cudzoziemkę” Ryszarda Bera. Podczas kolejnego wydania tarnowskiej imprezy nagrodzeni zostali młodsi koledzy Wajdy z jego legendarnego – rozwiązanego przez władze stanu wojennego – Zespołu „X”: jury za najlepszy film uznało „Wielki bieg” Jerzego Domaradzkiego, a publiczność – „Matkę Królów” Janusza Zaorskiego. Można rzec, po latach sprawiedliwości stało się zadość, festiwalowe laury zdobyły niegdysiejsze zasłużone „półkowniki”, filmy wcześniej nie dopuszczone do rozpowszechniania przez funkcjonariuszy reżimu totalitarnego państwa. Nagrodzone w Tarnowie tytuły niebawem zauważono także na festiwalach zagranicznych, honorując je prestiżowymi nagrodami: „Wielki bieg" w Moskwie i Montrealu, „Matkę Królów" – w Berlinie. Trzecia edycja TNF to nokaut Krzysztofa Kieślowskiego – jury nagrodziło „Krótki film o miłości” oraz „Krótki film o zabijaniu”, a publiczność zdecydowaną większością głosów wybrała ten pierwszy tytuł. Pewnym wyrównywaniem niegdysiejszych krzywd był werdykt festiwalowy w roku następnym:  Nagrodą Jury uhonorowano słynne „Przesłuchanie” Ryszarda Bugajskiego, Nagrodą Jury Młodzieżowego (funkcjonującym na TNF po raz pierwszy) – przejmujące „Kornblumenblau” Leszka Wosiewicza, a laurem publiczności – niezwykle emocjonalny „Ostatni dzwonek” Magdaleny Łazarkiewicz. To w ogóle był bardzo dobry rok, zabrakło nagród dla tak interesujących tytułów, jak „300 mil do nieba” Macieja Dejczera czy „Lawa. Opowieść o «Dziadach» Adama Mickiewicza” Tadeusza Konwickiego.

Następne lata już nie były takie „tłuste”, choć dzięki formule tarnowskiej imprezy – festiwal wybranych filmów – można było w kinie Marzenie obejrzeć to, co najlepsze w naszej kinematografii, nie dostrzegając symptomów kryzysu. I tak w 1991 roku triumfował podwójnie, wybrany przez jury i publiczność, fantastyczny… dokument Jacka Bławuta „Nienormalni”, w 1992 –„Nad rzeką, której nie ma”, subtelna opowieść Andrzeja Barańskiego o przyjaźni, miłości, marzeniach, radościach i rozczarowaniach, inspirowana prozą Stanisława Czycza oraz poezją Andrzeja Bursy. Siódma edycja TNF okazała się szczęśliwą dla Waldemara Krzystka, bowiem to jego film – „Zwolnieni z życia"– najbardziej przypadł do gustu zarówno członkom jury profesjonalnego, młodzieżowego, jak i publiczności. W roku następnym laury powędrowały do Roberta Glińskiego za „Wszystko, co najważniejsze” (Nagroda Jury), Krzysztofa Kieślowskiego za „Trzy kolory. Niebieski” (Nagroda Publiczności) oraz Filipa Zylbera za „Pożegnanie z Marią” (Nagroda Jury Młodzieżowego). Szczególnie ten ostatni tytuł stał się ważny dla tarnowskiej imprezy, bo od kolejnej edycji każda projekcja TNF rozpoczynała się od kilku taktów jego przepięknego motywu przewodniego, skomponowanego przez Tomasza Stańkę (podczas 25. urodzin festiwalu zagrał go osobiście na deskach tarnowskiego teatru).

Rok 1995 okazał się niezwykle szczęśliwy dla Doroty Kędzierzawskiej – Nagroda Jury oraz Jury Młodzieżowego dla „Wron” – która zakochała się (z wzajemnością) w tarnowskiej imprezie oraz Jana Jakuba Kolskiego – Nagroda Publiczności za „Cudowne miejsce” (podobny przypadek uczuciowy). Pierwszy okrągły jubileusz – 10. wydanie – przyniósł triumf Kazimierzowi Kutzowi za „Pułkownika Kwiatkowskiego” (Nagroda Jury), Andrzejowi Kondratiukowi za „Wrzeciono czasu” (Nagroda Jury Młodzieżowego”) i Maciejowi Ślesickiemu za „Tatę” (Nagroda Publiczności).

Poprzestańmy na laureatach pierwszych dziesięciu edycji. Ramy tego artykułu nie pozwalają na przedstawienie zwycięzców wszystkich edycji TNF. Przypominając kto i za co zdobywał laury w jej pierwszych odsłonach, chciałem pokazać początki, pionierskie lata, tej skromnej – ale jakże ważnej i unikalnej od samych narodzin – imprezy, która „z biegiem lat, z biegiem dni” stała się drugim po Gdyni, co do wielkości – i ważności – festiwalem poświęconym polskiemu kinu. 

Bo w Tarnowie, podczas 29. dotychczasowych edycji nagradzani byli niemal wszyscy najlepsi polscy reżyserzy. Szczególnym powodzeniem cieszyły się filmy: Krzysztofa Krauzego, Doroty Kędzierzawskiej, Krzysztofa Kieślowskiego, Jana Jakuba Kolskiego i Waldemara Krzystka, a wśród najmłodszych widzów – bajki z poznańskiego TV Studia Filmów Animowanych. 

Od dwudziestej edycji organizatorzy przyznają także nagrodę za całokształt twórczości. Dotychczasowymi jej laureatami byli: Andrzej Wajda (2006), Janusz Morgenstern (2007), Tadeusz Konwicki (2008), Franciszek Pieczka (2009), Wojciech Kilar (2010), Danuta Szaflarska (2011) oraz znakomite trio aktorskie, bohaterowie pamiętnej Ziemi obiecanej Andrzeja Wajdy – Daniel Olbrychski, Wojciech Pszoniak i Andrzej Seweryn (2012), Jan Nowicki (2013), Agnieszka Holland (2014) oraz Allan Starski (2015) .

Tarnowska Nagroda Filmowa to nie tylko konkursy. Poza „wybranymi filmami fabularnymi" pokazuje się tu także wybrane animacje oraz dokumenty. Projekcje filmowe obudowane są koncertami, wystawami, debatami, a także licznymi spotkaniami twórców z publicznością.

„Tarnowa, Kawiarni Tatrzańskiej i kina Marzenia zazdrościmy (bo nie mamy na co dzień), ale najbardziej tęsknimy do ludzi, tych wspaniałych i dzielnych, którzy od lat festiwal tworzą, «lepią», biją się o niego, walczą o filmy… i się nie poddają. A wszystko dlatego, że prawdziwie (prawdziwie!) kochają kino" – mówią często goszczący w Tarnowie Dorota Kędzierzawska i Arthur Reinhart. „Tutaj chce się przyjeżdżać. I rozmawiać, i spacerować, i kręcić" – dodaje Lech Majewski, który w Tarnowie realizował zdjęcia do swego „Młyna i krzyża". 

Kapituła dorocznych nagród Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej trzykrotnie nominowała tarnowską imprezę w kategorii „najlepsze krajowe wydarzenie filmowe” (2008, 2009, 2011). Za trzecim razem  na nominacji się nie skończyło. Nagroda powędrowała do Tarnowa i można ją oglądać w hallu festiwalowego kina Marzenie.

Pozwolę sobie teraz na wątek osobisty. Na Tarnowską Nagrodę Filmową trafiłem – jako juror – w 2005 roku. Przewodził nam wtedy Wojciech Pszoniak, a szefem artystycznym festiwalu był – niestety już nieżyjący – Andrzej Kotkowski, interesujący artysta, wspaniały człowiek. Było to dla mnie niezwykle przyjemne, wszak pochodzę z Brzeźnicy, małej miejscowości pod Dębicą (kiedyś województwo tarnowskie), a mój start w dorosłe życie zaczął się od poprzedzającej studia tzw. praktyki robotniczej w tarnowskich Azotach (wiernemu sponsorowi TNF). W następnym roku zaproponowano mi funkcję dyrektora artystycznego, którą pełnię do dziś. Zatem zbliżająca się edycja to już mój dwunasty festiwal.  To wielką przyjemność i satysfakcja. Ale nie było by tej imprezy gdyby nie to miasto, które tworzy niezwykle sprzyjający festiwalowi klimat (konstatacja „Tarnów biegunem ciepła” zobowiązuje), zakochana w dobrym kinie, zwłaszcza rodzimym – publiczność (wiem, co mówię, bo prowadziłem tu przez trzy lata zaplanowaną na… rok Akademię Filmową, a teraz obserwuję jak dużym – i coraz większym powodzeniem – cieszą się projekcje Cinemarzenia, cyklu z ambitnymi filmami w kinie Marzenie, na które pewno uczęszcza wielu jej niegdysiejszych absolwentów). I jeszcze jedna ważna cecha Tarnowskiej Nagrody Filmowej. Tu – jak pisałem już o tym wiele razy – czas płynie wolnej, na wszystko da się zdążyć. Można i naogladać się filmów, i pogadać z przyjaciółmi, i pospacerować po – piekniejącym z roku na rok – Tarnowie. I rzecz najważniejsza. Ten festiwal ma swoja atmosferę, wyczarowaną przez ludzi, którzy go organizują. Ludzie z Tarnowskiego Centrum Kultury pod wodzą dyrektora Tomasza Kapturkiewicza (Anna Grygiel wierna imprezie od jej pierwszej edycji, Maria Wardyń, Jarosław Kajmowicz, Artur Janus, Sebastian Szafarz, Marcin Dąbek, Zbigniew Krużel) robią to z perfekcją, a przy tym z ogromną przyjemnością, co niezwykle rzadko spotykane. Tworzą imprezę, która jednoczy artystów, publiczność, organizatorów – sprawia, że wszyscy stajemy się jakby bliżsi, co wydaje mi się szczególnie cenne, zwłaszcza w ostatnim czasie. 

Zapraszam zatem na jej jubileuszowe, trzydzieste wydanie TNF, a w niej m.in. konkurs oceniany przez jury pod wodzą Jerzego Stuhra, nagroda za całokształt twórczości dla nestora polskich operatorów – Witolda Sobocińskiego, koncert muzyki filmowej w aranżacjach i wykonaniu laureata Grammy 2014 – Włodka Pawlika, recital Motion Trio, połączony z wizualizacjami przygotowanymi przez znanego polskiego malarza Jacka Srokę, który odbędzie się w Europejskim Centrum Muzyki Krzysztofa Pendereckiego w Lusławicach, finałowa gala, w której muzykę filmową Waldemara Kazaneckiego zagra Orkiestra Sinfonia Viva, wystawy – „Witold Sobociński – wizualna ciągłość obrazu”, „Polskie drogi do Oscarów” (także projekcje nominowanych i nagrodzonych filmów), plakaty Stasysa Eidrigeviciusa (twórcy jubileuszowego plakatu), warsztaty dla młodzieży prowadzone przez Yacha Paszkiewicza, liczne debaty, spotkania z ekipami prezentowanych filmów itd., a całość otworzy „Wieczór tarnowski” z udziałem twórców polskiego kina pochodzących właśnie z tego miasta. Już teraz rezerwujcie Państwo czas w dniach 23 kwietnia – 1 maja. A jak 1 Maja, to i jakieś hasło należy wznieść: „Niech się zatem święci polskie kino, oczywiście w Tarnowie, jego ciepłym biegunie!”.

Jerzy Armata