Tarnowska Nagroda Filmowa

Festiwal w czasie pandemii

Można odetchnąć, udało się! Co więcej, to była chyba – przy całej swej dziwności i egzotyczności – jedna z najfajniejszych edycji Tarnowskiej Nagrody Filmowej. A mam dość bogaty materiał porównawczy, bo do Tarnowa trafiłem przed szesnastu laty, najpierw jako juror, a od dwudziestej edycji festiwalu jako jego dyrektor artystyczny.

Obawy mieliśmy duże, niewiadomych było wiele, kilkakrotnie przesuwaliśmy termin imprezy. Ale pomimo pandemii postanowiliśmy – w mniej lub bardziej ascetycznej formie – festiwal zorganizować. Z własnego doświadczenia wiem, że gdy się cykliczną imprezę na jakiś czas zawiesi, bardzo trudno ją później reaktywować. Tak było choćby z bliskim memu sercu zakopiańskim Przeglądem Filmów o Sztuce, którego byłem kierownikiem programowym. Gdy zmuszeni byliśmy go zawiesić z powodu braku środków finansowych, na reaktywację przyszło czekać ćwierć wieku. Notabene, po kilkuletnim odrodzeniu ta fantastyczna impreza znowu została zawieszona…

Co do Tarnowskiej Nagrody Filmowej uparliśmy się, a szczególnie uparła się Ania Grygiel, jej dyrektorka, oraz Tomek Kapturkiewicz, dyrektor Tarnowskiego Centrum Kultury, za co im bardzo dziękuję. Przyznaję, siedząc od blisko pół roku w domu, miałem pewne wątpliwości. Po pierwsze, czy sprostamy pod względem technicznym. Bałem się zwłaszcza o zdalne spotkania z artystami, które zaplanowaliśmy po każdym konkursowym seansie. Czy dobra będzie słyszalność, czy nie będą się rwać połączenia? Po drugie – co najbardziej istotne – czy do kina wróci publiczność? Tego obawiałem się najbardziej. Miałem w głowie te kilka osób na premierowym filmie w jednym z krakowskich kin, które odwiedziłem w czasie zarazy. A do tego kinowego wyjścia długo się przygotowywałem, wszak należę do kilku grup szczególnie narażonych. Dobrze więc rozumiem wahania, nawet największych kinomanów. Co więcej, siedząc w domu, w pewnym sensie przyzwyczailiśmy się do oglądania filmów na mniejszych ekranach. Pewnie to mniej komfortowe niż w kinie, bardziej „zaliczanie” niż oglądanie, ale jakże wygodne…

I tu niespodzianka! Spotkania udały się fantastycznie, za co wszystkim artystom bardzo dziękuję. Wymieniam, jak to się robi w filmie, w kolejności pojawiania się na ekranie tarnowskiego kina Marzenie. Dziękuję zatem: Marii Sobocińskiej, Łukaszowi Simlatowi, Dorocie Kędzierzawskiej, Łukaszowi Kośmickiemu, Zofii Domalik, Xaweremu Żuławskiemu, Robertowi Glińskiemu, Elizie Rycembel, Agacie Kuleszy, Bartoszowi Kruhlikowi, Piotrowi Adamczykowi i Agnieszce Holland.

Dziękuję całemu zespołowi organizacyjnemu festiwalu, Romanowi Kalarusowi za plakat, Ryśkowi Jaźwińskiemu za prowadzenie spotkań, jury profesjonalnemu pod wodzą Kingi Dębskiej oraz  jury młodzieżowemu – za świetnie wykonaną pracę. A nade wszystko, dziękuję tarnowskiej publiczności, że tak tłumnie stawiła się w kinie – zamaskowana, zdezynfekowana, zachowując niezbędny dystans. To dzięki Wam, mimo trudnych pandemicznych czasów, udało się zachować cząstkę atmosfery tej imprezy, z której zawsze słynęła. Tarnów znów okazał się biegunem ciepła – nie tylko w sensie klimatycznym, pogoda ducha także dopisała. Mam nadzieję, że za rok spotkamy się w kinie Marzenie już bez żadnych ograniczeń, czego Państwu, organizatorom i sobie życzę.

 

Jerzy Armata
Dyrektor Artystyczny TNF

 

p.s. Były drobne problemy – Łukasz Simlat na trzy pierwsze pytania prowadzącego rozmowę – z uwagi na brak połączenia – zmuszony był do odpowiedzi w języku migowym, a wiercenie się Bartosza Kruhlika podczas spotkania wynikało nie z powodu cierpienia na ADHD, a podgryzania go przez jego ukochanej kotki imieniem Kruha, która nieco się denerwowała, że pan nie poświęca jej należytej uwagi.

 

Rysunek: Henryk Sawka dla Stowarzeszynia Filmowców Polskich / Portalfilmowy.pl